Piasek i Sól

Od kiedy byliśmy w Valenci minęło 1,5 miesiąca, więc chyba czas najwyższy już napisać jakąś relację z tej niezbyt długiej podróży. ..

Zaczęło się od tego, że dokonałem małego cudu, żeby mieć kasę na wyjazd. W zasadzie to nie ja a mój ojciec, który dał mi kasę na ten wyjazd. Jakieś 100 czy 150e. Na tutejsze warunki nie za dużo ale dla mnie wtedy wystarczająco dużo żeby pojechać. No więc pojechaliśmy. Śmy czyli Henry, Martin, Ola i Ja. Z domu czyli Barcy wyjechaliśmy bagatela w południe 2 V. Masakrycznie gorąca pora ale nie przejmując się tym za szczególnie zdecydowaliśmy się nie jechać autostaradą tylko drogami krajowymi. Do tej pory nie wiem czy to był dobry pomysł. Z jednej strony widoki były zajebiste. Tak zajebiste, bo żadne inne słowo tu nie pasuje. Droga Barcelona-Valencja a dokłądniej Barcelona-Tarragona wiedzie bowiem nad morzem, ale nie dość, że nad morzem to jeszcze w górach więc widoki bardzo malowniczo się mieszały. Niestety jednak droga wiedzie w górach. To oznacza serpentyny, wąską szosę i inne przyjmności tego typu. Suma sumarum po ponad godzinie dojechaliśmy do położonej jakieś 100km na południe Tarragony. Stwierdziliśmy, że czas na postój i to też zrobiliśmy. Drobny spacer w centrum miasta, podziwianie widoków(śliczna panorama) i obiad. A potem już najedzeni i napici(poza kierowcą który nie wychylił więcej niż kieliszek Sangrii) kontynuowaliśmy podróż. Tym razej jednak padło na autostradę jako, że stwierdziliśmy, że nie chcemy zostawić żołądków na górskich serpentynach.

Valencja. Zaczęło się od mieszkania kumpla Martina u którego się zatrzymaliśmy a potem plaża. Plaża to właściwie jedyne miejsce w Valencji które zwiedziłem:D No dobra było też parę barów i jedna wyjątkowo wybitna restauracja orientalna. Na plaży jednak byliśmy cały piątek późne popołudnie/wieczór (noc spędzona po barach) i całą sobotę. Wszystkie zdjęcia jak widać też są z plaży.

W sobotę zapadł dylemat – wracamy w sobotę w nocy unikając korków czy w niedziele ale za to w korkach. Padło na sobotę bo Henry był choy a ja w średnim klimacie na impreze. Z tego co później się dowiedziałem to była to świetna decyzja bo w niedzielę stwierdzenie „korki na autostradach” nabrało podobno nowego znaczenia gdy 3 z 3,5miliona mieszkańców Barcy zaczęły wracać do domu.

Wiem, że krótko ale tak naprawdę to nie ma co więcej pisać. Wyjazd był mało produktywny i mało konstruktywny, wręcz przeciwnie. Ale za to był fajny 😀