Słowa w języku

Znowu łapię się na pewnym fenomenie językowym. chyba będę musiał poszukać czy zostało to już opisane gdzieś. Chodzi o słowa a raczej ich brak. To oczywiste, że w każdym języku brakuje pewnych słów. To przecież normalne, języki rozwijały się w różnych czasach, miejscach, warunkach.  Zastanwiam się jednak czy to już tak źle z moim językiem polskim, czy naprawdę brakuje w nim niekiedy zupełnie podstawowych słów. W niedziele miałem taką sytuację. Siedzimy u mnie i gadamy i mówię: „… significance tego zdarzenia…” i potem nastąpiła chwila zastanowienia. Jak jest significance po polsku? Skonsternowany zapytałem nawet i bez odpowiedzi. Puszczam więc pytanie w eter: To mi brakuje już słówek po polsku czy nasz kochany język jest kulawy aż tak bardzo w niektórych miejscach?

Hiszpanski

Od pół roku jestem w Barcelonie i ostatnio doszedłem do wniosku, ze czas i pora nauczysz się porządnie hiszpańskiego. Tym bardziej że nauczyłem się trochę przy okazji i zacząłem odczuwać potrzebę usystematyzowania tego.

Na dzien dzisiejszy znam gramatyke czasu terazniejszego. To juz duzo. Majac slowka dosc spokojnie sie dogaduje w sklepie, restauracji, barze czy gdziebadz. Oczywiscie jest to podstawowa rozmowa a nie zawile dyskusje ale zawsze cos. Gramatycznie to ten poziom od ktorego nie ptorzebuje nauczyciela do dalszej nauki jezyka.

Wiekszym problemem sa slowka. Ich nauka nigdy nei byla moja najmocniejsza strona. W Castellano(Hiszpanski) znam ich baaardzo malo i prawde mowiac nie bardzo mam pomysl jak sie ich nauczyc inaczej niz lista=>zakuwanie co z kolei strasznie zniecheca do nauk jezyka.

No nic pozyjemy zobaczymy, byleby nauczyc sie podstaw do konca wakacji to potem juz pojdzie jakos skoro siedze w tej Barcy…prawda?

Uwarunkowania lingwistyczne

Im  dluzej funkcjonuje 2 a w krotce pewnie 3 jezycznie tym bardziej dostrzegam zlozonosc jezykow i cos co roboczo nazywam uwarunkowaniami lingwistycznymi. Po prostu pewnych konceptow nie da sie dobrze wyrazic w pewnych jezykach a pewne slowa choc doklwadnie te same maja zupelnie inna wage i wydzwiek. Za przyklad niech posluzy tu polskie stopniowanie: znajomy-kolega-przyjaciel i angielskie: acquaintance-collegue-friend. Niby znacza to samo ale jednak nacisk jest zuuuupelnie inny. Kto nie zna dobrze angielskiego ten tego nie wyczuje(bo trudno mowic o zauwazaniu w takich sytuacjach).

Dlatego tez od pewnego juz czasu, zeby zaspokoic potrzebe „konataku spolecznego” musze przebywac wsrod ludzi, ktorzy rozumieja te naciski jezykowe. Nie jest zle bo wielu z moich znajomych(jesli nie wiekszosc) wlada angielskim naprawde dobrze. Zastanawiam sie  tylko co zrobie gdy ta tendencja sie utrzyma rowniez przy „nauce” hiszpanskiego i planowanego rosyjskiego. Gdzie ja wtedy znajde kogos kto wlada 4 jezykami ?? 😉