Sieroctwo…

… moje nie zna granic. Co się stało? Ano poszedłem z psem, zatrzasnąłem drzwi w domu(kto był ten wie,, zamek do którego zamknięcia nie potrzeba klucza) i poszedłem. Połaziliśmy z gnatożujem(no dobra pies wabi się Nero ale i tak określamy go jako gnatożuja ze względu na wygląd:D)  wracam i co? I dupa zbita bo nawet do klatki schodowej nie wezmę bo klucz zamiast tkwić radośnie w mojej kieszeni leży w domu. Więc drałowałem pół miasta sdo babci pożyczyć klucz i z powrotem wejść do domu… ehhh… Ale to i tak wszystko wina Aelirennki, która siedziała mi dzisiaj na kolanach przez co wyjąłem klucz z kieszeni(bo wbijał się w nogę) i wrzuciłem do plecaka =.=. Niech żyje pamięć

Reklamy