Lubię Legendę pięciu kręgów. Cholera, naprawdę lubię. W innym wypadku nie prowadziłbym jej, z przerwami bo z przerwami ale, od coś koło 12 lat (ktos jeszcze pamięta kiedy ukazało się pierwsze – twardookładkowe, wydanie l5k po polsku? To wydane przez Tori?).

 

Do najnowszej, 4 edycji L5k zabierałem się od kiedy tylko się pojawiła w 2009 czy 10. Początkowo rozbiłem się o brak podręcznika  potem jakoś nie było okazji do gry w l5k. Sprawa wróciła znienacka jesienią ubiegłego roku (wpis powstał w czerwcu 2012 – przyp. Q). Po długich dywagacjach sam ze sobą oraz z ekipą doszliśmy do wniosku, że jednak pozostaniemy przy 3ed (3,5 gwoli ścisłości jako że graliśmy na revised). Temat 4 edycji znowu poszedł w odstawkę. Zagrać udało nam się dopiero w ubiegłym tygodniu.

Każda edycja legendy zawsze oznaczała zmiany zarówno w mechanice jak i w moim podejsciu do gry oraz w samym stylu grania, który starałem się promować i wspierać na sesjach.

Pierwsza edycja w moim wydaniu była chyba najbardziej odchylona w kierunku „polskiej szkoły L5k”. Z drugiej strony byłem wtedy wtrasznym gówniarzem i ciężko było żeby takie przygody mi  wychodziły. Na pocieszenie były to też złote czasy listy dyskusyjnej l5k, półficjalnej czy kyuden hinagiku.

Druga edycja przeszła mi w zasadzie koło nosa, poza tym, że podobnie jak wszyscy wtedy niecierpiałem przewrotu klanu Skorpiona i burdelu jaki powodował on w świecie.

Prawdziwie rewolucyjna była dla mnie (i nie tylko mnie jak przypuszczam) 3 edycja l5k. To był już czas kiedy Alderac poszedł po rozum do głowy jeśli chodzi o RPGa legendowego, ja zaś byłem ukształtowanym MG wiedzącym czego oczekuję od konkretnej gry.

Tak więc razem z 3 edycją l5k przeżywało swoisty renesans, mimo wszystkich mechanicznych wad ówczesnej odsłony systemu. Dla wielu osób problemem były realia – 3 edycja równała czasy gry z tymi z L5R CCG, które akurat w kraju nad Wisłą nigdy nie zdobyły uznania. Ja na szczęście nie miałem z tym problemu, zaś moja drużyna jakoś dopasowała się do mnie. Niestety były to ciągle czasy gdzie dokończenie jakiejkolwiek zaczętej kampanii graniczyło z cudem, więc nigdy nie było mi dane sprawdzić jak wygląda w pełni rozbujana kampania l5kowa.

Jedna myśl na temat “Refleksje o L5K cz.1 – Moja Legenda

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s