Ta notka sponsorowana jest przez 18 odsłonę Karnawału Blogowego RPG – Tym co pierwszy raz.

Tym co tu napiszę naprawdę nie odkryję Ameryki. Ba! większość z was drodzy MG już dawno to wie. Co więcej niejedna osoba mówiła o tym na konwentach i niejedna już o tym pisała, choćby Mateusz „Matti” Zaród w Graj Fabułą. Skoro jednak notka ma być przeznaczona dla początkujących to wspomnę o tym po raz kolejny.

Nie, nie żartuję. Gracze naprawdę są tępi jak obuchy młotków. Nawet jeśli myślą, że są cwani, nawet jeśli TY jesteś pewni, że oni są cwani koniec końców i tak okazują się być debilami. Nie mam pojęcia dlaczego tak jest ale to stara, obiegowa prawda wśród Mistrzów Gry. Co gorsza sprawdza się ona w praktyce.

Weźmy na przykład moich graczy. To było gdzieś w listopadzie albo na początku grudnia 2010. Graliśmy w Dark Heresy, gracze jako akolici inkwizycji mieli pomóc psionikowi (kolejny gracz, którego wtedy wprowadzałem akurat) skończyć sprawę śledztwa na stacji orbitalnej. Ponieważ stacja była położona przy planecie agrarnej rozkazy zalecały najwyższą dyskrecję. Co zrobili gracze? Oczywiście zaczęli świecić symbolami autorytetu inkwizycji (tak, mieli takowe) gdy tylko sprawy nie szły po ich myśli robiąc ogromny burdel na stacji, wywołując panikę i wzywając na pomoc Siostry Wojny. Innymi słowy masakra.

Tak jak jedna jaskółka wiosny nie czyni, tak jeden przypadek to nie reguła. No więc, mam takich przypadków jeszcze kilka, choćby z ostatniej sesji, również Dark Heresy. Postać gracza, szlachcic( należy nadmienić że w tym systemie KAŻDY szlachcic ma wendettę z kimś) wchodzi do knajpy i rzuca na cały głos „Kto tu nie lubi Ferrusów(nazwisko BG – przyp.Q)?”. Rezultat? Antagonista, którego dlań zaplanowałem nie czekał tylko posłał mu otwarcie kulkę, skoro pajac sam się o to prosił.

Spodziewam się, że w tym momencie zaczynacie się zastanawiać jakich kretynów mam za graczy. Zła wiadomość jest taka, że każda, dosłownie każda drużyna z którą gram/grałem robiła tego typu akcje. Gracze zostawieni sami sobie, chociaż na chwilę mają tendencję do pogarszania wszystkich możliwych spraw i robienia głupot. Koronnym przykładem tego była moja ekipa w Wilkołaka: Odrzuconych, której prowadziłem w zeszłe wakacje i chwilę potem (nawet ostała się na ten temat wzmianka na blogu). Spróbowałem wrzucić graczy w kampanię, która była przynajmniej częściowo sandboxem. Rezultat? Gracze biegający po całej dzielnicy bez sensu i nie realizujący żadnego z wątków które tam były za to próbujący maczać palce we wszystkich na raz, co oczywiście doprowadziło ich tylko do bólu głowy (a podobno od przybytku głowa nie boli).

Jaki z tego wniosek? Ano taki, że jeśli chcemy żeby gracze na coś wpadli/znaleźli/zauważyli to trzeba im to podać na na srebrnej tacy. Chcesz żeby zainteresowali się dziwnymi runami z krwii na miejscu morderstwa? Wymaż nimi calutkie miejsce zbrodni od podłogi aż po sufit, tak żeby nie dało się ich przeoczyć, choć jest i tak duże prawdopodobieństwo, że gracze i tak to zrobią. Wtedy jakby nigdy nic przysyłasz do nich BNa, który pyta się czy nie wiedzą/nie mogliby sprawdzić o co chodzi z runami. Prawda jest taka, że graczy trzeba w 90% przypadków prowadzić za rączkę przez każdy scenariusz, niezależnie od tego czy jest on liniowy czy nieliniowy(scenariusze nieliniowe to temat na całą notkę swoją drogą).

Super, ponarzekałem sobie, przypomniałem znaną nam wszystkim prawdę ale co z tym robić? No cóż, nie wiele można zrobić tak naprawdę. Jest jednak kilka prostych sztuczek, które ujmą wam choć trochę frustracji związanej z zachowaniem graczy. Trzy z nich poniżej, jako że nie chcę żeby wpis urósł do niebotycznych rozmiarów. Jeśli ktoś chciałby więcej to wystarczy słowo :).

Migrujące Wskazówki

To numer, który podpatrzyłem w bodajże Esoterrorists i Trail of Cthulhu. Idea, która za tym stoi jest prosta – jeśli gracze nie znaleźli wskazówki od razu to przemieszczamy ją tam gdzie mają większe szanse ją odnaleźć. Na przykład: podczas oględzin sceny morderstwa gracze nie wpadli na to żeby poszukać pamiętnika ofiary (w którym są kluczowe dla przygody informacje)?  Nic prostszego. Przemieszczamy pamiętnik do siedziby kultystów których podejrzewają o mord dając im szanse znaleźć go ponownie. Nie wpadli na to? No to umieszczamy go w magazynach policyjnych gdzie i tak będą szukać danych na temat śledztwa. Grunt, żeby gracze w końcu to znaleźli i myśleli, że to ich błysk geniuszu sprawił że wpadli na to a nie nasze naprowadzanie. Z początku ta metoda wydaje się nieco frustrująca dla MG ale na dłuższą metę pomaga, a chyba o to chodzi prawda?

Ograniczniki

Wszystko co zmusza graczy do nie robienia większego burdelu niż już jest i/lub potrafi pomóc w temperowaniu najgłupszych pomysłów graczy. W Magu tą rolę zwykle pełni paradoks (choć jego skuteczność to temat na kiedy indziej), który kopie graczy gdy zaczynają być zbyt bezczelni z korzystaniem z magii. W Zew Cthulhu taką rolę pełniły punkty poczytalności, których spadek oznaczał tymczasowy(lub wręcz stały) obłęd czyli utratę kontroli nad postacią. W całości nowego WoDa są systemy moralności, które ograniczają rzeczy takie jak mordowanie niewinnych ludzi i tym podobne rzeczy. Ograniczniki to narzędzia około mechaniczne do których odwołujemy się temperując debilizm graczy do ram świata, co jest zwykle dość skuteczne w połączeniu z kolejnym punktem czyli

Konsekwencje Działań

To druga strona medalu ograniczeń. Konsekwencje to rzeczy wewnątrz świata gry, które mają za zadanie sprowadzić graczy z powrotem do ich roli. Takimi rzeczami są np. Łowcy w WoDzie albo wspomniane już wcześniej siostry wojny w Dark Heresy. Gdy ktoś taki pojawia się na scenie przeciętnie rozgarnięty gracz zaczyna robić rachunek sumienia i zastanawiać się co głupiego zrobił ostatnio. Co najciekawsze zwykle gracze znajdują to co spieprzyli i czasami nawet próbują to naprawić co popycha ich do dalszego starcia z przygotowaną przez nas przygodą. Zresztą o konsekwencjach działań pisał już Paladyn i naprawdę nie ma sensu, żebym to tutaj dublował.

22 myśli na temat “Dla tych co pierwszy raz – Gracze to debile

  1. Dlatego nie wyobrażam sobie dobrej przygody bez podobnych railroadingowych sztuczek. Szczegółowo zaplanowana otwarta lokacja, do której się wrzuca graczy, kończy się zazwyczaj tragicznie głupio.

  2. Dlatego nie wyobrażam sobie dobrej przygody bez podobnych railroadingowych sztuczek. Szczegółowo zaplanowana otwarta lokacja, do której się wrzuca graczy, kończy się zazwyczaj tragicznie głupio.

  3. Gracze są tępi. Z perspektywy prowadzącego który „kontroluję” rozgrywkę jest to zapewne prawdziwe. Ale wrzućmy się w skore gracza. Ok?

  4. Gracze są tępi. Z perspektywy prowadzącego który „kontroluję” rozgrywkę jest to zapewne prawdziwe. Ale wrzućmy się w skore gracza. Ok?

  5. Debile?! To nie jest prawda, to najwyżej pół prawdy.
    Ja bym powiedział, że gracze są NIERÓWNI.
    Ci sami gracze potrafią zaskoczyć prowadzącego logiką, błyskawicznym kojarzeniem faktów, wręcz przewidywaniem kolejnych wydarzeń by potem zrobić coś strasznie, strasznie nierozsądnego.

  6. Debile?! To nie jest prawda, to najwyżej pół prawdy.
    Ja bym powiedział, że gracze są NIERÓWNI.
    Ci sami gracze potrafią zaskoczyć prowadzącego logiką, błyskawicznym kojarzeniem faktów, wręcz przewidywaniem kolejnych wydarzeń by potem zrobić coś strasznie, strasznie nierozsądnego.

  7. Jak dla mnie, oba przykłady z początku pokazują tylko że to raczej TOBIE czegoś brakuje (myślę że elastyczności).

    No dobra, zwierzchnicy kazali zachować tajemnicę ale komuś puściły nerwy, źle ocenił sytuację i robi się burdel. Ale przecież coś takiego też można fajnie wykorzystać, wyciągnąć z tego jakieś nowe wątki. Jak rozumiem, wg ciebie każdy akolita = żelazne nerwy, żelazna wola? Dark Heresy znam tylko ze słyszenia, ale coś takiego (dla mnie) nie brzmi zbyt ciekawie. Nudy po prostu. Czemu gracze nie mieliby od czasu do czasu zaszaleć i poszpanować statusem? Konsekwencje świecenia odznakami można chyba przedstawić bardziej subtelnie, niż walić ludzi po głowach „systemowymi młotkami”?

    Drugi przykład to samo. Zajefajnie, postać gracza ginie na miejscu, wszyscy świetnie się bawią (ironia). Dlaczego nie mogłeś założyć, że antagonista też ulega jakiemuś porywowi honoru i walczy bardziej fair-play? Albo zamiast z miejsca atakować, kleci na poczekaniu jakąś małą intrygę która ma przede wszystkim wykazać głupotę, upokorzyć BG? W którymś Portalu był fajny artykuł o zbójach/ zbirach i ogólnie antagonistach, o tym że większość gości zanim zacznie się napierdzielać, woli wymienić choćby kilka słów.

    Plus, nie podajesz najważniejszego, czyli tego jak długo ci ludzie grali i jak długo grali w ten konkretny system. A jeśli dodać do tego fakt, że im precyzyjniejszych deklaracji wymaga MG, tym bardziej gracze się gubią, większości osób nie trudno wyjść na „debili”. Ostatnio grałem w L5K (pierwszy raz) z ludźmi którzy też dopiero zaczęli ten system poznawać. Już na samym początku jedna postać niemal rozpętała krwawe piekło w herbaciarni – głównie dlatego że gracz nie znał zasad rządzących Rokuganem, a MG go w tej materii nie oświecił.

    Uff, długo mógłbym jeszcze pisać. Sory człowieku, ale takie podejście strasznie mnie wkurza. Plus, jeśli to ma być tekst dla początkujących graczy, nie brzmi zbyt zachęcająco, no nie? Tak samo z perspektywy MG (erepegie = użeranie z debilami). Gdzie tu sens?

    1. Jako uczestnik wydarzeń z Dark Heresy, najpierw zasugeruję Ci: RTFM. A zanim strzelę Ci STFU w czapę, postaram sie opisać sytuacje tak, żeby można ją było zrozumieć.

      Dark Heresy nie służy do tego, żeby krzyczeć na cały głos,że jest się agentem inkwizycji, a raczej do tego, by przeprowadzać TAJNE akcje. Czy każdy akolita to żelazne nerwy? Może i niekoniecznie, ale raz, że nasze postacie były w ten czy inny sposób przyzwyczajone do ciężkich sytuacji albo po prostu inteligentne. Dwa, Inkwizycja nie wybiera idiotów jako swoich ludzi. My udowodniliśmy że jest inaczej, za co spotkały nas konsekwencje. Na szczęście lżejsze, niż te, na jakie zasłużyliśmy.

      Sytuacja druga…nie wsiadasz do przedziału pełnego kiboli Legii i nie krzyczysz, że kochasz Wisłę (chociaż czytając Twój komentarz mam wątpliwości). Przemiel to przez twarde sci-fi, krwawe vendetty i bezwzględność 90% społeczeństwa, a być może zdołasz dojść do wniosku, że cokolwiek innego niż usiłowanie otrucia ołowiem mojej postaci (tak, to ja grałem Ferrusem) byłoby całkowicie bez sensu pod względem zgodności z sytuacją i uniwersum. Zwłaszcza, że czapę dostałem od kosmicznego pirata (Rogue Tradera, dla tych, którzy znaja system, ale nie chcę przeciążać Kaczorka…). A ponieważ przeżyłem (draśnięcie za 11 ran), mieliśmy potem jeszcze okazję pogadać i na własne życzenie zrobiłem sobie z niego nemezis.

      Pierwsza sytuacja, nasza ekipa była po dwóch, trzech porządnych sesjach DH i ogólnej znajomości uniwersum jako takiego. Sytuacja z kulką w łeb, już jakieś7,8 standardowych sesji było za nami.

      Krótko mówiąc, STFU and RTFM.

      1. Hej, spokojnie człowieku! Nie musisz na mnie wjeżdżać. W erpegie trochę gram i prowadzę, ale nie jestem żadną alfą i omegą. Systemu nie znam chociaż (zapewne) warto byłoby go poznać. Może to kiedyś zrobię. Ale wpis jest w temacie „gracze to debile”, a nie „gracze w DH to debile”. No i z takim stwierdzeniem się nie zgadzam zwyczajnie.

        OK, jeśli brałeś udział w tych sesjach możesz wyjaśnić DLACZEGO poprowadziłeś swoją postać tak, a nie inaczej? Znasz podręcznik (podręczniki?), na jednej sesji dostałeś nauczkę, na następnej znowu wyleciałeś z konwencji. Dlaczego? (pytam poważnie)

  8. Jak dla mnie, oba przykłady z początku pokazują tylko że to raczej TOBIE czegoś brakuje (myślę że elastyczności).

    No dobra, zwierzchnicy kazali zachować tajemnicę ale komuś puściły nerwy, źle ocenił sytuację i robi się burdel. Ale przecież coś takiego też można fajnie wykorzystać, wyciągnąć z tego jakieś nowe wątki. Jak rozumiem, wg ciebie każdy akolita = żelazne nerwy, żelazna wola? Dark Heresy znam tylko ze słyszenia, ale coś takiego (dla mnie) nie brzmi zbyt ciekawie. Nudy po prostu. Czemu gracze nie mieliby od czasu do czasu zaszaleć i poszpanować statusem? Konsekwencje świecenia odznakami można chyba przedstawić bardziej subtelnie, niż walić ludzi po głowach „systemowymi młotkami”?

    Drugi przykład to samo. Zajefajnie, postać gracza ginie na miejscu, wszyscy świetnie się bawią (ironia). Dlaczego nie mogłeś założyć, że antagonista też ulega jakiemuś porywowi honoru i walczy bardziej fair-play? Albo zamiast z miejsca atakować, kleci na poczekaniu jakąś małą intrygę która ma przede wszystkim wykazać głupotę, upokorzyć BG? W którymś Portalu był fajny artykuł o zbójach/ zbirach i ogólnie antagonistach, o tym że większość gości zanim zacznie się napierdzielać, woli wymienić choćby kilka słów.

    Plus, nie podajesz najważniejszego, czyli tego jak długo ci ludzie grali i jak długo grali w ten konkretny system. A jeśli dodać do tego fakt, że im precyzyjniejszych deklaracji wymaga MG, tym bardziej gracze się gubią, większości osób nie trudno wyjść na „debili”. Ostatnio grałem w L5K (pierwszy raz) z ludźmi którzy też dopiero zaczęli ten system poznawać. Już na samym początku jedna postać niemal rozpętała krwawe piekło w herbaciarni – głównie dlatego że gracz nie znał zasad rządzących Rokuganem, a MG go w tej materii nie oświecił.

    Uff, długo mógłbym jeszcze pisać. Sory człowieku, ale takie podejście strasznie mnie wkurza. Plus, jeśli to ma być tekst dla początkujących graczy, nie brzmi zbyt zachęcająco, no nie? Tak samo z perspektywy MG (erepegie = użeranie z debilami). Gdzie tu sens?

    1. Jako uczestnik wydarzeń z Dark Heresy, najpierw zasugeruję Ci: RTFM. A zanim strzelę Ci STFU w czapę, postaram sie opisać sytuacje tak, żeby można ją było zrozumieć.

      Dark Heresy nie służy do tego, żeby krzyczeć na cały głos,że jest się agentem inkwizycji, a raczej do tego, by przeprowadzać TAJNE akcje. Czy każdy akolita to żelazne nerwy? Może i niekoniecznie, ale raz, że nasze postacie były w ten czy inny sposób przyzwyczajone do ciężkich sytuacji albo po prostu inteligentne. Dwa, Inkwizycja nie wybiera idiotów jako swoich ludzi. My udowodniliśmy że jest inaczej, za co spotkały nas konsekwencje. Na szczęście lżejsze, niż te, na jakie zasłużyliśmy.

      Sytuacja druga…nie wsiadasz do przedziału pełnego kiboli Legii i nie krzyczysz, że kochasz Wisłę (chociaż czytając Twój komentarz mam wątpliwości). Przemiel to przez twarde sci-fi, krwawe vendetty i bezwzględność 90% społeczeństwa, a być może zdołasz dojść do wniosku, że cokolwiek innego niż usiłowanie otrucia ołowiem mojej postaci (tak, to ja grałem Ferrusem) byłoby całkowicie bez sensu pod względem zgodności z sytuacją i uniwersum. Zwłaszcza, że czapę dostałem od kosmicznego pirata (Rogue Tradera, dla tych, którzy znaja system, ale nie chcę przeciążać Kaczorka…). A ponieważ przeżyłem (draśnięcie za 11 ran), mieliśmy potem jeszcze okazję pogadać i na własne życzenie zrobiłem sobie z niego nemezis.

      Pierwsza sytuacja, nasza ekipa była po dwóch, trzech porządnych sesjach DH i ogólnej znajomości uniwersum jako takiego. Sytuacja z kulką w łeb, już jakieś7,8 standardowych sesji było za nami.

      Krótko mówiąc, STFU and RTFM.

      1. Hej, spokojnie człowieku! Nie musisz na mnie wjeżdżać. W erpegie trochę gram i prowadzę, ale nie jestem żadną alfą i omegą. Systemu nie znam chociaż (zapewne) warto byłoby go poznać. Może to kiedyś zrobię. Ale wpis jest w temacie „gracze to debile”, a nie „gracze w DH to debile”. No i z takim stwierdzeniem się nie zgadzam zwyczajnie.

        OK, jeśli brałeś udział w tych sesjach możesz wyjaśnić DLACZEGO poprowadziłeś swoją postać tak, a nie inaczej? Znasz podręcznik (podręczniki?), na jednej sesji dostałeś nauczkę, na następnej znowu wyleciałeś z konwencji. Dlaczego? (pytam poważnie)

  9. Dlaczego? W sytuacji z odznakami inkwy inny gracz zaczął nią świecić po oczach, więc nie mieliśmy nic do stracenia już.
    W drugiej sytuacji nie przewidziałem, że w miejscu, gdzie organizuje się walki na arenie dostanę kulkę zamiast wyzwania. Zapomniałem, że mój ród bruździ w interesach Rogue traderom, których w mieście było sporo.

    1. Dzięki za odpowiedź. Z takim kontekstem te przykłady brzmią rzeczywiście trochę lepiej (no i zmuszają do małej modyfikacji stanowiska). Luknąłem też na opis waszej drużyny (brzmi fajnie). W każdym razie żadnych oznak głupoty nie zauważyłem, shit po prostu happens, zawsze kiedyś jakiś gracz nie przemyśli deklaracji i później trzeba się z tego wygrzebywać.

      Moja siostra grała kiedyś u mnie kimś w rodzaju egzorcysty, babką zdolną przyzywać duchy najróżniejszego kalibru. Siostra ma świetną pamięć, bez problemu opanowała listę kilkunastu imion razem z ich historiami i żonglowała sobie tym na sesji. Ale zdarzyło się kiedyś, że ekipa musiała szybko zwijać się z pewnego miasta. I na chwilę przed teleportacją siostra wezwała ducha żeby zrobił porządek z wrogami – niestety pomyliła imiona i w efekcie wezwała gościa który razem z wrogiem mógł rozpieprzyć całe miasto. Bywa! Zamiast robić load game trochę się pokłóciliśmy i ostatecznie wyszedł z tego fajny motyw.

      (Z tego co czytam, Qendi też wyciągnął coś fajnego z waszych pomyłek, więc nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Ale jak pisałem wyżej stwierdzenia „gracze=debile” mnie wkurzają, itp itd)

      1. Ciocia wikipedia:
        „Hiperbola (gr. hyperbola, łac. superlatio, pol. wyolbrzymienie), przesadnia – środek stylistyczny polegający na wyolbrzymieniu, przejaskrawieniu cech przedmiotów, osób, zjawisk. Może dotyczyć ilości, rozmiaru, stosunku emocjonalnego, przyczyny, znaczenia lub skutku. Stosowany dla wywarcia mocnego wrażenia, spotęgowania ekspresji.

        Hiperboli używa się również w mowie potocznej, np. gigantyczny zamiast duży, Powtarzałam ci to tysiąc razy!.” 😉

  10. Dlaczego? W sytuacji z odznakami inkwy inny gracz zaczął nią świecić po oczach, więc nie mieliśmy nic do stracenia już.
    W drugiej sytuacji nie przewidziałem, że w miejscu, gdzie organizuje się walki na arenie dostanę kulkę zamiast wyzwania. Zapomniałem, że mój ród bruździ w interesach Rogue traderom, których w mieście było sporo.

    1. Dzięki za odpowiedź. Z takim kontekstem te przykłady brzmią rzeczywiście trochę lepiej (no i zmuszają do małej modyfikacji stanowiska). Luknąłem też na opis waszej drużyny (brzmi fajnie). W każdym razie żadnych oznak głupoty nie zauważyłem, shit po prostu happens, zawsze kiedyś jakiś gracz nie przemyśli deklaracji i później trzeba się z tego wygrzebywać.

      Moja siostra grała kiedyś u mnie kimś w rodzaju egzorcysty, babką zdolną przyzywać duchy najróżniejszego kalibru. Siostra ma świetną pamięć, bez problemu opanowała listę kilkunastu imion razem z ich historiami i żonglowała sobie tym na sesji. Ale zdarzyło się kiedyś, że ekipa musiała szybko zwijać się z pewnego miasta. I na chwilę przed teleportacją siostra wezwała ducha żeby zrobił porządek z wrogami – niestety pomyliła imiona i w efekcie wezwała gościa który razem z wrogiem mógł rozpieprzyć całe miasto. Bywa! Zamiast robić load game trochę się pokłóciliśmy i ostatecznie wyszedł z tego fajny motyw.

      (Z tego co czytam, Qendi też wyciągnął coś fajnego z waszych pomyłek, więc nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Ale jak pisałem wyżej stwierdzenia „gracze=debile” mnie wkurzają, itp itd)

      1. Ciocia wikipedia:
        „Hiperbola (gr. hyperbola, łac. superlatio, pol. wyolbrzymienie), przesadnia – środek stylistyczny polegający na wyolbrzymieniu, przejaskrawieniu cech przedmiotów, osób, zjawisk. Może dotyczyć ilości, rozmiaru, stosunku emocjonalnego, przyczyny, znaczenia lub skutku. Stosowany dla wywarcia mocnego wrażenia, spotęgowania ekspresji.

        Hiperboli używa się również w mowie potocznej, np. gigantyczny zamiast duży, Powtarzałam ci to tysiąc razy!.” 😉

  11. No nie – mimo wszystko Mongward, nie mogę się z Tobą i Quendim zgodzić.

    Tzn., żeby wszystko było jasne. Druga część wpisu (ta z poradami) wydaje mi się bardzo fajna, jednak mam zastrzeżenia do wstępu.

    Opisane tam sytuacje (zwłaszcza ta druga) absolutnie nie są dla mnie dowodem na to, że „gracze to debile”, chyba, że hiperbola została wyprowadzona z „gracze czasem na sesji robią coś nie tak, albo przynajmniej nie w 100% po myśli MG”. Myślę, że odrobinę więcej fleksyjności w tych scenach, mogło stworzyć okazje do bardzo fajnych wątków, a nie konieczne oznaczać smutny koniec graczy.

    Ale poza tym – fajny wpis 🙂

  12. No nie – mimo wszystko Mongward, nie mogę się z Tobą i Quendim zgodzić.

    Tzn., żeby wszystko było jasne. Druga część wpisu (ta z poradami) wydaje mi się bardzo fajna, jednak mam zastrzeżenia do wstępu.

    Opisane tam sytuacje (zwłaszcza ta druga) absolutnie nie są dla mnie dowodem na to, że „gracze to debile”, chyba, że hiperbola została wyprowadzona z „gracze czasem na sesji robią coś nie tak, albo przynajmniej nie w 100% po myśli MG”. Myślę, że odrobinę więcej fleksyjności w tych scenach, mogło stworzyć okazje do bardzo fajnych wątków, a nie konieczne oznaczać smutny koniec graczy.

    Ale poza tym – fajny wpis 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s