Nazwanie tego ostatniego epizodu sesją to chyba nadmierny epitet. Z różnych powodów (spóźnienia, niedogadanie co do typu sesji) graliśmy ok. 2h co było bzdurą tym większą, że Mongward nie mógł grać więc musiałem w logiczny sposób „zniknąć” jego postać co zajęło ok połowy jak nie więcej spotkania.

Podejmując wątek tam gdzie zostawiliśmy naszych bohaterów ostatnio, czyli w korytarzach Red Cages, akolici ruszyli dalej. Po chwili kręcenia się po korytarzach do ich uszu docierają krzyki torturowanej osoby. Gdy bohaterowie zbliżają się okazuje się że jest to coś na wzór niewielkiej sali tortur gdzie kilka osób kogoś torturuje. Niewiele myśląc arbitrator wrzucił tam zdobyczny granat i zamknął drzwi xD. Wykonany w tajemnicy rzut na obrażenia szybko wskazał że nikt z obecnych tam nie miał prawa tego przeżyć (25 obrażeń!!). Oczywiście wprowadzany właśnie kleryk przeżył to bo był poza zasięgiem wybuchu czy coś. Kleryk jest więc uwolniony, a szybkie przeszukanie zwłok wzbogaca bohaterów o 2 mono brzytwonoże.

W tym momencie włącza się alarm a do pomieszczenia zostaje wpuszczony gaz, który w założeniach ma wyłączyć akolitów (miałem taką śliczną scenę gdzie musieliby uciekać zaplanowaną). Fartowne rzuty sprawiają jednak, że wszyscy trzymają się na nogach (poza Solarią) i gracze wychodzą z pomieszczenia, gdzie już czeka na nich 3 serwitory, 2 bandziorów i technokapłan. Tu znowu Alther zachował się jak idiota i rzucił się na serwitory. Wywiązała się walka w wyniku której technokapłan dostał po co przyszedł (a przyszedł po postać Mongwarda czyli Malleara) i razem z jednym z bandzioró poszedł sobie. Drugi bandzior miał mniej szczęścia podobnie jak serwitory, które gracze poniszczyli.

Szukając Malleara grupa łazi chwile po korytarzach, aż trafia na drabinkę prowadzącą do góry. Na końcu drabinki jest oczywiście właz, który był cytując słowa Solarii „Zardzewiały albo zamarznięty, bo jest zimny i nie mogę go otworzyć”. Tu wynikła całkiem ciekawa dyskusja między graczami, z której wynikła hipoteza, że mogą być na zamarzniętej planecie albo wręcz na Mara (znowu…). Koniec końców jednak gracze otwierają właz, który okazuje się być po prostu w ciągu wentylacyjnym i znajdują sobie nieopodal porzuconą stróżówkę gdzie chwilę odpoczywają i próbują uruchomić monitory, które tam są. W jednym wypadku nawet im się to udaje i mogą przez moment oglądać bogato odzianych ludzi przechodzących niedaleko kamery.

W tym miejscu Troy zakomunikował, że niedługo musi się zbierać więc ku ogólnemu poirytowaniu wszystkich a zwłaszcza moim skończyliśmy sesje. I po kiego wała ja znikałem Mala? Teraz nie dość, że z Mongwardem muszę zagrać jedynkę to jeszcze wprowadziłem wątek Dark Mechanicum, który trzeba będzie jakoś wpleść do kampanii. Gdybym wiedział, że będzie tyle zachodu dla 2h grania to po prostu zNPCował bym tego cholernego gwardzistę…

Reklamy

6 myśli na temat “Harlock Legacy – Tattered Fates

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s