W zasadzie nie zamierzałem robić recenzji Wolsunga a w każdym razie nie tutaj. Niestety ten plan uległ zmianie w momencie gdy zobaczyłem recenzję Wolsunga na polterze. Nóż w kieszeni mi się otworzył a ręce opadły do samej ziemi. Wszak poltergeist ma wielu recenzentów, zarówno lepszych (Adam Waśkiewiecz, Drachu) jak i gorszych i niestety Nuke’a muszę zaliczyć do tej drugiej kategorii. No ale dość już tego plucia jadem przejdźmy do samej recenzji

Pierwsze co mnie przywitało to dziwaczny(z perspektywy RPGowca) format B5 i ładna choć nie rewelacyjna okładka. Przez pierwsze dni psioczyłem na ten format niemożebnie ale w miarę jak zacząłem wozić Wolsunga w plecaku zacząłem go doceniać i przyzwyczajać, więc nie jest tak źle jak mi się wydawało.  Reszta wykonania pozostawia jednak trochę do życzenia. Nie mam zamiaru wbrew powszechnej opinii narzekać na offsetowy a nie kredowy papier  bo to akurat uważam za całkiem utrafiony pomysł. Nie mogę jednak zdzierżyć oprawy graficznej, która jest po prostu czerstwa i faktu wydania podręcznika w czerni-bieli. Rozumiem chęć oszczędzenia na kolorze ale można go było zrobić chociaż w sepii tak jak Wilkołaka: Odrzuconych. IMO w wypadku Wolsunga przyniosłoby to świetny efekt w stylu retro. Ponadto nie jestem zachwycony ilustracjami, ale nie przeszkadzają one na szczęście w lekturze. Jedynym co ratuje takie a nie inne wykonanie podręcznika to cena. Jedyny RPG w podobnej cenie to nieco cieńsza(418 str) choć wydana w twardej okładce Neuroshima.

Nie jestem followerem Wolsunga. nie czekałem z wypiekami na tworzy na system i nie jestem wielkim miłośnikiem steampunku. Do zakupu przekonały mnie natura kolekcjonera(jako, że twardo okładkowa wersja była tylko w przedsprzedaży) i chęć bycia na bieżąco z tym co się dzieje na rynku RPGowym. Patrząc na to dzisiaj absolutnie tego zakupu nie żałuję, bo zawartość podręcznika przewyższyła po wielokroć moje oczekiwania. Przede wszystkim ilością gotowych pomysłów na przygody. Dosłownie cały podręcznik jest podporządkowany temu celowi, a pomysły na przygody są dosłownie wszędzie w całej książce. Do tego w rozdziale dla MG szkice 2 kampanii i masy przygód.. Oczywiście materiał ten jest różnej jakości i nie wszystko jest naprawdę fajne, ale sporo rzeczy stoi na wysokim poziomie, jak choćby szkic klasycznej Vernowskiej opowieści -„W 80 dni dookoła świata”. Na szczególną uwagę zasługują również ramki „za kulisami”, które prosto i krótko wyjaśniają czym dana rzecz jest i jak się z nią obchodzić, np.

„Lemuria to gorąca i tajemnicza Afryka, jaką znamy z powieści i filmów przygodowych, jak „Kopalnie króla Salomona„, „Mumia„‚ „Przygody Tomka na Czarnym Lądzie” czy „W Pustyni i w puszczy”.

Polterowy recenzent – Nuke zarzucił, że taka ilość odniesień do klasyki oraz popkultury to wada Wolsunga utrudniająca rozpoczęcie z nim zabawy RPGowej. Uznając się za człowieka jako tako wykształconego otworzyłem tylko oczy zdumiony i postanowiłem sprawdzić, czy te odniesienia będą przeszkadzać czy pomagać w wyjaśnieniu jaki jest Wolsung. Przepytałem parę osób, w tym jedną która nie lubi za bardzo czytać a już na pewno nie fantastykę, ludzi nie mających doświadczenia z RPGami i jednak znakomita większość opinii była pozytywna. Odniesienia do klasyki/popkultury budują jasny, klarowny obraz i konwencję. Zresztą wyrazistość to jedna z największych zalet Wolsunga. Bohaterowie są tutaj znani, szanowani i bogaci, łotry arcyzłe a kraje stereotypowe(choć przepuszczone przez filtr Steampunku). Skoro już o bohaterach mowa to niestety muszę ponarzekać trochę na sposób ich tworzenia.

Na początku wszystko jest ok – wybieramy rasę, cechy, profesję, rozdajemy atrybuty i umiejętności. Schody zaczynają się jednak gdy dochodzimy do wyboru gadżetów, atutów czy mocy magicznych. Jest ich ogrom, co choć samo w sobie jest zaletą, zabija tworzenie postaci, jako, że gracz na długo utyka na przeglądaniu i wybieraniu ich i próbie zmieszczenia się w tych 20PD które dostał na to. Na naprawienie tego błędu nie jest jeszcze za późno, gdyż wystarczyłoby, że twórcy wypuszczą pdfa z listą wszystkich atutów/gadżetów/mocy zapisaną w formie nazwa, koszt, 1 zdanie opisu. Niemniej jednak fakt, że nie znalazła się ona w podręczniku boli bardzo mocno.

Nieco mniej uwiera mechanika, której podstawy są banalnie proste – rzucasz Xk10 wybierasz najwyższą i dodajesz umiejętność. Całość musi być wyższa od PT ustalonego przez MG. Do tego dochodzą atuty i cechy rasowe, które pozwalają na zwiększenie wyniku. Wszystko jest dość proste i intuicyjne i przynajmniej powinno działać. Jedyne co wprowadza pewien zgrzyt to karty, które są absolutnie rewelacyjnym pomysłem fabularnym oraz przeciętnym mechanicznie. Co robią karty? Ano pozwalają graczom na przejęcie kontroli nad narracją i wprowadzanie do gry różnych rzeczy, zależnie od koloru zagranej karty oraz archetypu naszej postaci. W warstwie fabularnej jest to więc rewelacyjne narzędzie aktywizujące graczy i zdejmujące z MG część roboty. Nieco gorzej jest w warstwie mechanicznej gdzie karty (oprócz efektu fabularnego) dodają jeszcze modyfikator do testu, lub wręcz pozwalają nie testować wogóle. Konkretne efekty zależą w tym wypadku od wysokości karty. Rozwiązanie to nie jest złe samo w sobie a jedynie nieco uciążliwe. Na szczęście na karcie postaci jest miejsce na wpisanie co daje który kolor karty oraz tabela z efektami kart w teście mimo to mam wrażenie, że ich zagranie będzie spowalniać testy dość znacząco.Pozostając w temacie mechaniki, miłym zaskoczeniem była mechanika konfrontacji, która jest nie tylko uniwersalna ale jednocześnie rozbudowana(a więc dająca wiele opcji) i prosta jednocześnie(co bezpośrednio przekłada się na szybkość).

Na zakończenie pozostaje jeszcze kwestia świata, wyjątkowo niejednoznaczna jak na mój gust. Świat Wolsunga, o czym autorzy mówią wprost, to mieszanka różnych miejsc naszego świata z typowym fantasy neverlandem a wszystko to podlane sosem konwencji Steampunk. Ma to zarówno swoje zalety jak i wady. Zaletą jest niewątpliwie fakt, że każdy przeciętnie rozgarnięty gracz nie będzie miał problemów z poruszaniem się w nim, choćby tylko dzięki wiedzy wyniesionej ze szkoły. Mi osobiście jednak nie specjalnie się to podoba, choć jest to kwestia wyłącznie preferencji. Po prostu wolę gdy świat albo nie ma z naszym wiele wspólnego, tak jak ma to miejsce w L5K, Exalted czy Klanarchi lub jest w pełni nasz tak jak w WoDzie czy ZC. Nie lubię wyjść pośrednich, choć nie uważam że są złe.

Podsumowując w skrócie dal tych, którym nie chciało się czytać całego wywodu, Wolsung to steampunkowy, dobrze zaprojektowany system o bardzo przeciętnym wydaniu, który wymusza na graczach trochę aktywności podczas gry i filmowy styl akcji. Zobaczymy czy w dodatkach(a pierwszy – Operacja Wotan już niedługo) twórcom uda się podtrzymać to dość pozytywne pierwsze wrażenie.

Reklamy

20 myśli na temat “Wolsung

    1. Zdaje sobie sprawę, że nie najprzyjemniejsze ale niestety nie jestem w tej opinii osamotniony. Uważam, że recenzja na poltku była najzwyklej w świecie kiepska i to też napisałem i tak darując sobie całą masę jadu gromadzącą się w pliku tekstowym, z którego to kopiowałem;)

      1. Serio sądzisz, że to, czy jesteś osamotniony, czy nie ma jakiekolwiek znaczenie, skoro jedziesz po Nuke’u w taki sposób? IMO mógłbyś sobie darować teksty o recenzji na polterze, Twój tekst na pewno by na tym nie stracił.

        W sumie to Twoja sprawa, ale ja po przeczytaniu pierwszego akapitu przejrzałem tylko resztę. Możliwe, że nie jestem w swojej opinii osamotniony 😉

      2. Sory ale jeśli ja napiszę kiepski tekst, niezależnie czy będzie to recenzja czy publicystyka czy cokolwiek innego to zostanę za to zjechany. Nie widzę więc powodu, żeby nie zjechać kogoś innego kto popełnił kiepski tekst, a niestety tylko tak mogę zakwalifikować recenzję Wolsunga i nie chodzi tu o ocenę ale o konstrukcję i argumenty

      3. Sorry, ale zjeżdżanie kogoś na swoim prywatnym blogu dla mnie brzmi po prostu nisko. To tak, jakbym ja na 3k10, a nie pod Twoim tekstem, wrzucił notkę o tym, co sądzę na temat jeżdżenia po Nuke’u. Nic, Twój blog, Twoja sprawa. Over & out.

        Żeby nie było – też nie oceniam samych recenzji 🙂

      4. Samemu Nuke’owi też napisał co o myśli o recenzji, do tego ja tu nie widzę jeżdżenia a jedynie polemikę. Nie napisał „xyz to taki owaki kretyn który nie umie zdania sklecić” a jedynie z czym się nie zgadza i dlaczego.

        PS: nie istnieje coś takiego jak „prywatny blog”, all that’s in internet can be considered public.

      5. Jestem fanem Wolsunga, czekałem na niego kilka lat wypiekami na twarzy, totalnie nie zgadzam się z recenzją Nuke’a, ale nie uważam jej merytorycznie za „tragiczną” a wjazdy na jego osobę w twojej, nie wydaje mi się by lepszej recenzji, są zbyteczne.

        Wydanie podręcznika w sepii było by błędem uwierającym w oczy. Samo format sprawdza się praktycznie na moich sesjach znakomicie. Naturalny papier miły w dotyku.

    1. Zdaje sobie sprawę, że nie najprzyjemniejsze ale niestety nie jestem w tej opinii osamotniony. Uważam, że recenzja na poltku była najzwyklej w świecie kiepska i to też napisałem i tak darując sobie całą masę jadu gromadzącą się w pliku tekstowym, z którego to kopiowałem;)

      1. Serio sądzisz, że to, czy jesteś osamotniony, czy nie ma jakiekolwiek znaczenie, skoro jedziesz po Nuke’u w taki sposób? IMO mógłbyś sobie darować teksty o recenzji na polterze, Twój tekst na pewno by na tym nie stracił.

        W sumie to Twoja sprawa, ale ja po przeczytaniu pierwszego akapitu przejrzałem tylko resztę. Możliwe, że nie jestem w swojej opinii osamotniony 😉

      2. Sory ale jeśli ja napiszę kiepski tekst, niezależnie czy będzie to recenzja czy publicystyka czy cokolwiek innego to zostanę za to zjechany. Nie widzę więc powodu, żeby nie zjechać kogoś innego kto popełnił kiepski tekst, a niestety tylko tak mogę zakwalifikować recenzję Wolsunga i nie chodzi tu o ocenę ale o konstrukcję i argumenty

      3. Sorry, ale zjeżdżanie kogoś na swoim prywatnym blogu dla mnie brzmi po prostu nisko. To tak, jakbym ja na 3k10, a nie pod Twoim tekstem, wrzucił notkę o tym, co sądzę na temat jeżdżenia po Nuke’u. Nic, Twój blog, Twoja sprawa. Over & out.

        Żeby nie było – też nie oceniam samych recenzji 🙂

      4. Samemu Nuke’owi też napisał co o myśli o recenzji, do tego ja tu nie widzę jeżdżenia a jedynie polemikę. Nie napisał „xyz to taki owaki kretyn który nie umie zdania sklecić” a jedynie z czym się nie zgadza i dlaczego.

        PS: nie istnieje coś takiego jak „prywatny blog”, all that’s in internet can be considered public.

      5. Jestem fanem Wolsunga, czekałem na niego kilka lat wypiekami na twarzy, totalnie nie zgadzam się z recenzją Nuke’a, ale nie uważam jej merytorycznie za „tragiczną” a wjazdy na jego osobę w twojej, nie wydaje mi się by lepszej recenzji, są zbyteczne.

        Wydanie podręcznika w sepii było by błędem uwierającym w oczy. Samo format sprawdza się praktycznie na moich sesjach znakomicie. Naturalny papier miły w dotyku.

      6. Widziałeś nowego wilka? Jest wydany w sepii. Wygląda genialnie i nie uwiera bynajmniej w oczy. O takiej sepii myślałem.

        Co do formatu to pisałem, że suma sumarum nie jest taki zły jak wydawało mi się na początku, ot trochę dziwny dla kogoś dla kogo RPGi w zasadzie nieodmiennie kojarzą się z A4:D

      7. Tia, Nuke ma obowiązek googlowania za wszystkim, co jest z nim związane, bo a nuż ktoś go obsmaruje na swoim „public” prywatnym blogu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s