Szukałem tego już od dłuższej chwili ale archiwa listy dyskusyjnej L5K( niech jej internet lekkim będzie) są przepastne. W końcu jednak udało się, więc bez zbędnych wstępów prezentuję historię z pamiętnika pewnego Krabulca. Creditsy dla nieocenionego Ogra:

Dzień pierwszy:
ˇ Przyniesiono nam herbatę. Znów ze sproszkowanego jadeitu. Cholerstwo zgrzyta potem w zębach. Każą nam to pić, co drugi dzień. Jak tylko się odwrócili, wylaliśmy paskudztwo za
mur. Pech chciał, że coś tam lazło. Zaczęło piszczeć. Chyba też mu nie smakowało.
ˇ W nocy miałem paskudny sen. Jakieś bydle wlazło  cichcem do nas na górę. Rzuciłem w niego tetsubo. Spadł.
Dzień drugi:
ˇ Cholera! To nie był sen. Jestem teraz w szeregu, oni lezą tu całą chmarą a ja stoję goły, z samą kataną. Kumple  patrzą na mnie jak na twardziela. Myślą, że będę stał w  pierwszym szeregu i wyłapywał, co większe cielęta. Cholera.  Nawet się o krok cofnęli/.
Pierwszy wylazł na mnie jakiś bydlak. Spojrzał na moją katanę i  zaczął się śmiać. Kopnąłem go tam gdzie każdy porządny samiec  powinien mieć zbroję.
Co za parszywy dzień!!! Musiałem trafić na samicę. W dodatku  inteligentną. Szybko się uczyła. Zwłaszcza kopnięć z Kaze-Do.
ˇ Ekipa poradziła sobie beze mnie. Dzięki zbroi linia  moich przodków, nie zakończy się na mnie. Będę mógł mieć dzieci.  Kuni powiedział, że jak będę często zmieniał okłady, to po tej
wachcie będę mógł z żoną…. no ten, wiesz co.
Do końca wachty 4 dni. Ganiam więc co chwilę do szaletu wymienić  kompres. Wszyscy patrzą na mnie jakbym miał zostać Gunso i  ćwiczył obchód. Kurwa! Mam nadzieję, że nie zagłosują na mnie na  wyborach.
ˇ Do jasnej cholery! Zostałem gunso. Nie… spoko…  Kumple na mnie nie głosowali. Jak zmieniałem okład, coś  nadleciało i zeżarło połowę ekipy. Resztę tak poharatało, że
nawet Kuni nie wiedzieli, która ręka jest czyja.
Dzień trzeci:
ˇ Przysłali nowych rekrutów. Ale żenada. Płakałem ze  śmiechu jak pomyślałem, że ktoś nimi będzie dowodził. Zgadnij,  kto ich dostał???
ˇ Około południa na mur wdrapał się jakiś oni. Odciąłem  mu głowę. Nie dość, że zaczęła odrastać, to jeszcze oryginał  kręcił się o i gryzł po kostkach. Odrąbałem mu rękę. Też zaczęła
rosnąć na nowo. Stara spadła na naszą stronę muru. Nie było  czasu się nią zająć. W końcu zrzuciliśmy bydlę na skały.  Roztrzaskało się na setki kawałków. Do wieczora ganialiśmy za
pełzającymi wszędzie wnętrznościami. Jakieś jelito udusiło mi  podkomendnego. Straty muszą być. Na szczęście przynieśli  herbatę. Topiliśmy w niej kawałek po kawałku. Przynajmniej nie
musieliśmy tego później pić.
ˇ W nocy dowiedziałem się, że jakaś ręka ograła Chui w  kości. Dobrze mu tak. Zawsze oszukuje.
Dzień czwarty:
ˇ Nic specjalnego. My staliśmy,, oni leźli. Dzień, jak co dzień. Zaczynam się wprawiać w dowodzeniu. Żołnierze, co  lepsi przeżywają. Gorsi giną. Dobór naturalny.
Dzień piąty:
ˇ Mam pod sobą chyba jeden z najbardziej doświadczonych  oddziałów w promieniu li. Nie doszły posiłki. Mam, więc też  najliczniejszy oddział w okolicy. Rozstawiłem ich obu na
skrzydłach a sam ubezpieczam centrum formacji. Na szczęście  wczoraj nie przynieśli herbaty. Jako gunso mam podwójny przydział. Zajefajnie.
ˇ Przynieśli herbatę. Na szczęście gobliny znów  zaatakowały. Dzięki kami za te poczwary, bo mogliśmy się  tłumaczyć, że zimnej herbaty się pić nie godzi…
Dzień szósty:
ˇ Przynieśli znów herbatę i kazali mi komisyjnie wypić. Powiedziałem im, że jestem już po służbie i napiję się w domu.  Na odchodnym powiedzieli mi, że moją żonę zabiło w nocy jakieś
tałatajstwo. I na c…o mi były te okłady???

6 myśli na temat “Z pamiętnika Krabulca

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s